EXAMPLE

Historia » Historia zgromadzenia

Historia

Historia

HISTORIA ZGROMADZENIA SIÓSTR ZMARTWYCHWSTANIA PANA NASZEGO JEZUSA CHRYSTUSA
KU RADOŚCI TYCH, CO W WIRTUALNYM ŚWIECIE NOWOŚCI A PRZY TYM PRAWDY SZUKAJĄ, NAPISANA

Działo się to onego czasu, gdy po powstaniu listopadowym, krwawo stłumionym zbrodniczą ręką moskali, kwiat Rzeczypospolitej w osobach zacnych pisarzy, malarzy, żołnierzy i uczonych wszelakich dyscyplin, wyruszył na Zachód, nie tyleż w samej ucieczce przed mściwym wrogiem, ile w pogoni za nadzieją zmartwychpowstania Ojczyzny naszej.
Francja - siedziba lordów i artystów wszelkiej maści, stała się przyczółkiem grupy młodych, a nie ugiętych w swej gorliwości i wierze w odnowę polskiej mowy i polskiego ducha, a przy tym zapalonych żarem Mickiewiczowego serca, iż „Polska Mesjaszem narodów być musi"; przyszłych Ojców Zmartwychwstańców: wielkiego Apostoła Emigracji - Bogdana Jańskiego, Piotra Semenenko i Hieronima Kajsiewicza.
Oni to w przeświadczeniu o głębszym a istotnym dla świata całego, sensie cierpienia Umiłowanej Matki Ojczyzny, położyć mięli fundament życia wspólnego pod ducha Rodziny Zmartwychwstańskiej, którą Wszechmocny Bóg obrać sobie miał za żertwę ofiary całopalnej, aby ogień wskrzeszony dla Jego chwały, nie tylko Polonię, ale i wszelakie narody słusznie walczące o tożsamość własną, odwagą i nadzieją miał rozpalić...
Tymczasem na wschodnich obrzeżach kraju tego, którego dzieci przepędziła carska szabla, a nade wszystko złość i zawiść okrutna, rosło Dziewczę urody niepospolitej, a charakterem cnót wszelakich mocno dojrzałych w karbach rodzicielskiego a miłosnego posłuszeństwa.Dusza Dziewczęcia cała zwrócona mocą wewnętrznego skupienia ku Bogu Miłości, który ślad Swój jak pieczęć zostawiał na każdym widomym cudzie stworzenia, zapragnęła Jemu i tylko Jemu życie swoje poświęcić. Dziewczęciu było na imię Celinka.Nie masz w tym dziwu, że ręka panny Celiny powabną i nęcącą była dla majętnych i uboższych świata tego, w który Dziewczę matczyna i ojcowska troska wprowadziła. To samo staranie kierować musiało panem Ignacym Chludzińskim i panią Rozalią z Kossowów - Rodzicami Celinki, gdy przedstawili jej imć Józefa Borzęckiego, kawalera z obrębskich włości, jako przyszłego małżonka przed Bogiem i wobec wszystkich, którym znane być miało towarzystwo Państwa Borzęckich.Cieszyć się musiało niepomiernie serce pana Józefa na widok Dziewczęcia zdobnego w perły cnót wszelkich, które - słusznie zresztą - przewidywać pozwalały z Wybranką ową przyszłość stateczną, radosną, a nade wszystko Bożą, Sercu i Dłoniom Ostrobramskiej Pani ufnie zwierzoną.Jak ptak ze zranionym skrzydłem osiadło w sercu Celinki pragnienie oddania się Bogu w klasztorze Pańskim, karmione zaś przeświadczeniem, że „życia (Celina) zwyczajnie nie skończy", czekało na moment właściwy, by rozpostarłszy skrzydła wiary ulecieć w przestworza Woli Bożej, pewne miłości Pańskiej i pomne na „fiat" raz wypowiedziane sercem dziecięcym i gorącym. Tymczasem wypadki nie składały się ku pomyślności takiego biegu wydarzeń, jakiego Celinka oczekiwać by chciała. Zamiast Siostrą zakonną, stała się panią obrębskich włości, możną i zacną nade wszystko gospodynią i małżonką, a nadto mądrą i kochającą rodzicielką. Bóg pobłogosławić raczył Jej pokorny posłuch Rodzicom przez szacunek i miłosną uległość dany, czwórką pociech, z której - w tych trudnych i niepewnych czasach - przeżyły dwie córeczki: Celinka i Jadwinia.Im to, zapomniawszy o sobie i potrzebach własnych, dniem i nocą, poświęcać miała pani Borzęcka całą swą ostrożność i pieczołowitość. Dobrą a przy tym wymagającą była matką. Traktując dziatwę „jako Boży depozyt" Jej matczynemu sercu i dłoniom powierzony, najprzód - pomna na wiekuiste z Bogiem bytowanie - o świętość ich dusz się troszczyła. Wiadomo zaś, że sama świętość, choćby po trudach wszelkich ćwiczeń, nie przyjdzie, ale rozkwitnie w duszy, w której zakorzeniła się miłość wydawszy owoc cnotliwości i świętości cieszyć będzie oczy współmieszkańców, przeto oboje z panem Józefem żyć się starali w miłości i poszanowaniu wzajemnym i uczciwym.Szczęśliwość tego pożycia zakłócić miał nagły paraliż męża. Dopust Boży - jak i wszelakie dzieła obrócone na chwałę Pańską, uzewnętrznić miał bardziej jeszcze prawość i czułość Celiny Borzęckiej. Starała się na wszelki sposób ulżyć doli małżonka, a stając się „aniołem pocieszenia" jako mianował pan Józef małżonkę swoją, podprowadzić go musiała, mimo zabiegów wszelkich, do bram wieczności, gdzie czekał na pana Józefa Pan Zmartwychwstały i cały zastęp świętych znanych i nieznanych, upojonych radością niebiańskich przybytków i Obecnością Trójcy Przenajświętszej. Wcześnie przypadło w udziale Celiny wdowieństwo dostojne a uświęcone - według słów Apostoła Narodów - szczodrobliwością serca wobec ubogich i miłosierdziem wobec wszelakiego nieszczęścia Rodaków. A, że z każdym człowiekiem, odchodzącym w stronę wiecznych światłości, umiera jakaś cząstka tego, co zostawszy na ziemi, tęskni na spotkanie z umiłowanymi, przeto i w Celinie obumrzeć musiała - kolejna po dzieciach - cząstka Jej własnego jestestwa.Wziąwszy w karby smutliwe nastroje, a przypomniawszy sobie obowiązki rodzicielskie, przeniosła się z dziećmi do Rzymu. Wieczne Miasto, oddychające onegdaj wiarą, poczuciem estetyki, ukołysane rytmem najznamienitszych melodii, stać się miało nie tylko szkołą życia i pensją dla Dziewcząt, ale i przestankiem w podróży każdej z nich ku własnemu celowi, drogą obranego stanu życia.Podówczas również skrzyżować się miały drogi o. Piotra Semenenko i Celiny Borzęckiej, w której ów zacny Boży Kapłan odkrył niepospolitego ducha jakby w sposób Boży a nader naturalny rozumiejącego istotę Paschalnej Tajemnicy, a żyjącego nią bez refleksji metodycznej i dyskursów.Zdawać by się mogło, że ptaszę pragnienia oddania Bogu na przepadłe, dojrzało i w pierzę obrosło, gotowe ulecieć w przestworza Bożego Umiłowania. Równocześnie prawie obie córki Celiny Borzęckiej, Celinka i Jadwinia, powzięły plany co do kształtu przyszłości własnej: starsza - Celina wyjść miała za mąż, za imiennika Rodzica ukochanego - pana Józefa Hallera, młodsza zaś obrawszy drogę doskonałości, przepędzić resztę życia w radości świętych oblubienic Pana Jezusa, pragnęła. Uradowało się serce Matki radością swych dzieci i błogosławiąc każdej na drogę, wdzięczność ogromną dla Boga czuć musiała za ogrom darów i łask w obecności pociech swych przeżytych, a i tych, których Opatrzność czerpakiem wiary i ufności z przepastnych głębin Swego Miłosierdzia wydobyć dla nich w przyszłości zamierzyła.Uradowało się serce matczyne tym bardziej, że młodsza latorośl zdawać się miała te same pragnienia zaszczepione, co wspólną możliwość jednakich poszukiwać Woli Bożej otwierało.Matka i Córka związane podwójnym węzłem, stanąć miały jakby na przedzie zmartwychwstańskiego żaglowca zmierzającego ku nieznanym lądom wypadków przyszłych i zatokom rozstrzygnięć wedle Ducha Pana nie tylko o swoim ale i o innych losie.Ojciec Semenenko, przedłożywszy obu duszom Wolę Pana Najmiłościwszego, w niczym ani jednej ani drugiej przymuszać nie chciał i nie zamierzał. Począł, jako Dobry Ojciec, troskliwie a przy tym skutecznie formować je ku naturalnemu jakoby a nade wszystko jednak nadprzyrodzonemu pędowi w nich do życia Tajemnicą Paschalną Jezusa Chrystusa i do połączenia się z Nim, a ściślej mówiąc - przemieniania w Niego istotowo, pierwej obumarłszy własnemu egoistycznemu „ja". Do dwóch Pierwszych kroczących paschalną drogą Pańskiego wezwania, dołączać się poczęły panny, dziewczęta a nawet wdowy skłonne życie swe złożyć u stóp Chrystusowego ołtarza na znak umiłowania wiekuistego.Nie wszystkie przetrwały trudne początki narodzin Rodziny Zmartwychwstanek, zgodnie ze Słowem Pana Naszego Jezusa Chrystusa: „wielu jest powołanych, ale mało wybranych". Skoro pierwociny Zgromadzenia z takim trudem ludzkich pomówień, zwątpień i złośliwości nawet budowane były, nie mogło być inaczej, nadto nie mogło właściwiej samo dzieło Boże się objawić a odtąd w haśle Zgromadzenia: „per crucem et mortem ad resurrectionem et gloriam" następnym Zmartwychwstankom, w trudnych kolejach losu, przewodzić. Upodobał sobie Bóg dusze swych wiernych w ogniu trudnych wydarzeń oczyszczać, przeto i Błogosławiona w przyszłości Matkę Celinę, cios straszliwy miał dotknąć upodobniając Ją na wskroś do Panny Najświętszej pod Krzyżem Syna stojącej.Oto i Matka Celina, będąc już sędziwą wiekiem, stanąć miała przy marach Dziecięcia Swojego. Nie złamał cios okrutny duszy mocnej Bogiem, a i przy tym zrodzić słowa w ustach pokornej Służebnicy Pana, które rozświetlić miały ogrom Jej pokory i hartu ducha: „nie ma rzeczy, której by dusza z miłości do Pana Jezusa, nie wytrzymała".Ocaliwszy skarb zawierzenia, oddając Swego Izaaka Najlepszemu Panu, Matka Celina, kształtować miała dusze powierzonych sobie sióstr jeszcze przez siedem lat. Od wielu już lat, z braku świętej pamięci Ojca Piotra, na Duchu Świętym tylko się opierając, a w trudnościach - zasięgając opinii Córki Najdroższej - pracowała w winnicy Pańskiej. Teraz zostali tylko we dwoje: Bóg i Ona - Matka Przełożona Młodego Zgromadzenia. Dziarską i pewną ręką przewodziła dziełu do końca, aż w roku Pańskim 1913 zamknęła oczy, zostawiając Swym Córkom duchowy testament: „świętymi bądźcie" i zalecenie „aby były jedno". Zgromadzenie już za życia Błogosławionej Matki Celiny rozprzestrzeniało się za łaską Bożą tak we Włoszech jak i w Polsce, Ameryce i Bułgarii. Zmartwychwstanki wiedzione mocą Bożego przynaglenia iść miały wszędzie tam, gdzie wzywała je Miłość, pochylając się w szczególny sposób nad wychowaniem dziewcząt, cierpieniem chorych i pomocą, aby duch polskości odradzał się w sercach tych, co nie przestali nigdy wierzyć w wolną Rzeczpospolitą ale i tych, w których ongiś nadzieja zgasła, a na nowo miała się odrodzić za wezwaniem Zmartwychwstałego Pana: „Idźcie na cały świat! Oto Ja jestem z wami po wszystkie dni"! Idą więc i niosąc ten sztandar przez wieki, troszczą się, aby go nie zbrukać a i rozglądają się bacznie po twarzach i sercach niewieścich, komu go dzisiaj na kolejne czasu, przekazać (...).